Syn Robert Lubacha

Zdjęcia po kliknięciu w foto i imię i nazwisko.

Mój synuś kochany urodzony 13 lutego 2011 r , wypadek stał się gdy miał 7 miesięcy :'( od wypadku do dziś widziałem go bardzo mało razy, bardzo lecz nie odpuszczę póki żyję chociaż moje życie w takim stanie na dużo mi nie nie pozwala. ale jestem ojcem i to daje mi siłę. Kocham Go tak bardzo mocno że On to kiedyś zrozumie, od samego wyjścia na świat człowiek zmienia myślenie i postrzeganie na pewne sprawy lecz mi tego czasu może trochę. Całe dnie w pracy po 11, 12 godzin i to na budowie, pewnie moja ex czyta to co w tej chwili piszę i niech uwierzy że naprawdę żałuje że nie byłem częściej z Wami, czasami złe towarzystwo kolegów ale próbowałem jak najczęściej być z Wami, Święty też nie byłem ale od samego początku darzyłem Go największym uczuciem.  Gdy leżałem w szpitalu przez 8 miesięcy widziałem go parę razy wiem że nie wolno było na nie których oddziałach można było widywać i nie mówię przywoziłaś ale chciałem częściej a potem w lżejszym szpitalu mogłaś do mnie przyjeżdżać z synem bo byłaś co tydzień ale bardzo rzadko go widziałem, przez pobyt prawie roku w szpitalach na początku a potem w ośrodku rehabilitacyjnym widziałem syna może 3-5 razy  bardzo rzadko a dla czego? Nie powiem . Ale powiem że przez wszystkie bardzo ciężkie pobyty w szpitalach miałem jego dwa zdjęcia z którymi się nie rozstawałem, najbardziej przykro było mi  jak  na samym początku przyjechałaś i już chodzil za rękę, a po jakimś czasie za parę miesięcy  zapieprzał po korytarzu i gonili za nim wszyscy z byłą żoną tak to cieszyło że rozwija się cały i zdrowy. Gdy odjeżdżaliście pielęgniarki kładli nas to prosiłem aby położyły na boku w stronę parapetu na którym leżały moje zdjęcia synka i gdy gasili światła patrzyłem jak tylko wzrok pozwalał na jego zdjęcia i płakałem w poduszkę tak by mnie nikt nie słyszał. Doszedł dzień wyjścia ze szpitala, lecz już wiedziałem że powrócę do rodzinnego domu bez żony, bez syna no cóż miało po powrocie po obiecywaniach żony, teściów być lepiej, lecz się tak nie stało i wszystko o 360 stopni się obróciło, minęło 6 lat i nadal o syna walczę i będę. No cóż widocznie tak być musiało… Ale niech wszyscy wiedzą że póki żyje to nie odpuszczę .