6 lat skrót

                                                                              Pierwsze 6 lat w skrócie

 

Poszło pękło 6 lat ciężkich i pouczających jak żyć takim życiem co według mnie nie jest przeznaczone dla człowieka. Jak już nieraz pisałem jednak jakby nie było i jak ciężko człowiek jest powypadkowa operacja, a raczej dwie ale nie nie to było najgorsze, na pierwszym miejscu u mnie było przeżycie sepsy którą bardzo ciężko przeszedłem, odwiedziły mnie tylko jak pamiętam cztery osoby i były krótko chyba widok ich przeraził izolatki powbijanych igieł i różnych aparatów, nie chciałem nawet z  nie przysyłać i zakazać przyjazdów. W tedy pierwszy raz poczułem jak cennym darem jest od Boga jest życie, ponieważ naprawdę myślałem że to już koniec. Nie mogli znaleźć antybiotyku na który mój organizm „pójdzie” i przeciwstawi się chorobie. Pamiętam to wszystko do dziś a był to rok chyba 2013 r nie chodzę do kościoła ale wtedy wyspowiadałem się i brałem komunie Świętą. Co bardzo rzadko za „zdrowego” robiłem po jakimś czasie znaleźli lek i mój stan zaczął się poprawiać nie napiszę tego ale co ta choroba robi z człowiekiem jak szybko wyniszcza organizm to tragedia, na szczęście z nią wygrałem. Drugi stan który umieściłem na drugim miejscu bo nie był tak uświadamiający jak cenne jest życie  był początkiem nowego życia i to było przebudzenie w ciele które inaczej funkcjonuje w nowym po prostu życiu które dał mi Pan Bóg. Miałem straszną depresje jak walczyć i się nie poddawać to zaraz po pierwszej operacji gdy obudziłem się po śpiączce która trwała 21 dni o dziwo moje urodziny są 21 😀  to ja nie chciałem żyć naprawdę pomyślcie sobie że budzicie się nie wiadomo gdzie jesteście macie rur w sobie bardzo dużo nos, usta, PEG (karmienie bezpośrednio do brzucha) cewnik i chcecie coś powiedzieć lecz nawet głową nie da się ruszyć bo w gorsecie i po chwili czujecie swoje nogi i ręce (reakcja fantomowa) ręką ruszacie lecz to tylko złudzenie. Po chwili bliska osoba przekazuje Wam co się stało nie wierzycie, łzy lecą, płacz i próba przypomnienia sobie co się stało lecz to się nie udaje. Była to najcięższa przygoda która siedzi mi do dziś w głowie. Trzecią przygodą to operacja próby wyciągnięcia rurki w s zpitalu w Warszawie w szpitalu Odział płucny leżałem tam ponad cztery miesiące, 3 miesiące na oddziale czekającym na operacje ale tam było bardzo dobrze polubili mnie pielęgniarki, leżałem tam tak długo ponieważ miałem infekcje w gardle i nie mogli zrobić operacji jeśli mi nie wyleczyli infekcji gardła. Wcześniej jak byłem w domu na fb poznałem Mariusza Rokickiego tego skoczka co pisze wiersze, książki, itp. Chyba jak mijał 2 miesiąc to na sali były 3 łóżka każde obok drugiego ja leżałem na środku i po prawej było wolne. Pewnego dnia patrze a kogoś przywieźli, patrzę a tu Mariusz 😀 a ja do Warszawy miałem 300 km równe, on chyba z 100 km i tak trafiliśmy na siebie ale nic w końcu po 3 miesiącach przychodzi lekarz i mówi szykuj się (pomyślałem w końcu) i pamiętam tylko jak wjeżdżałem na stół i nagle jak to miewałem, zastrzyk i do spania. Obudziłem się chyba po 10 czy 15 dniach i też rury wszędzie a najgorsze że przyszyli mi brodę do klatki dla pewności byłem pod respiratorem i co dzień rano przychodziła wizyta lekarzy i oglądali przy czym zawsze rano i na wieczór miałem robioną gastroskopie bo podobno miałem zwężoną tchawice i przy operacji poszerzyli ją. Pielęgniarki na intensywnej były okropne nie chciało się im podchodzić nawet a miały długie biurko przed naszymi łóżkami a było ich cztery plus jedna izolatka, ale powtórzę ile ja się tam upłakałem, czasami wołałem tzn klikałem językiem o zęby bo nie mogłem mówić i trwało to czasami nawet godzinę aby podeszła któraś „dama” 5 m i podała się napić, w ogóle co ja tam się napatrzyłem co robili z pacjentami to tragedia. Takich ludzi nie powinni przyjmować na takie odpowiedzialne stanowisko. Na szczęście dla mnie po miesiącu tam lekarze stwierdzili że moje płuca nie poradzą sobie bez rurki ponieważ nie mam odruchu odkrztuszania i niestety trzeba mnie odsysać, bo co dzień odłączali mnie od respiratora i wytrzymywałem na zamknietej dziurze w tchawicy max 2 godziny. Tego samego dnia powiedzieli że wracam na dół ucieszyłem się strasznie lecz radość nie trwała długo ponieważ na jakiś inny odział trafiłem jeszcze z kobietą na sali. Leżałem tam i też bardzo trudno szło się doprosić o cokolwiek, nagle na sali pojawiła się pielęgniarka z tego oddziału co czułem się tam bardzo dobrze i mówi że słyszała że tu przyjechałem, odparłem że tak i poprosiłem aby oddziałowej nie spytała czy nie mają miejsca dla mnie gdziekolwiek, to powiedziała że załatwi wszystko i za 2 godziny przyjeżdżają i mówią że po tego delikwenta 😀 nie dość że załatwiła mi przełożenie na inny oddział to jeszcze do tej samej sali i na to samo łóżko. Poleżałem tam jeszcze chyba tydziń by szyja się zagoiła i wypis do domu, jak już wyjeżdżałem moja mama ma kwiaciarnie i dałem każdej mały upominek to żegnały mnie ze łzami w oczach. Dodam że ten odział był z najlepszą opieką jaka mi się trafiła przez 6 lat, a OIOM najgorszym na jakich dane było mi być. Na tym nie koniec ponieważ gdy wróciłem do domu okazało się że jak leżałem tam na OIOMIE w śpiączce to albo rzadko mnie obracali albo w ogóle czego się nie dziwie. I właśnie po powrocie do domu Mama z Olą gdy mnie myły zauważyły że na pośladkach mam zaczerwienia, jedno mniejsze drugie większe , smarowały czym się da i dalej się utrzymywały 2 czerwone i z dnia na dzień coraz bardziej kolor plam stawał się intensywny. Wezwali lokalną pielęgniarkę jak to zobaczyła odrazu powiedziała że odleżyny i że na dniach wypadną dziury to wtedy ją wezwać. Mama się załamała ale co zrobią? Nic, po paru dniach wyleciały dziury jak mówiła pielęgniarka która je oglądała odrazu ją wezwali , zaleciła maści plastry itp, ale nic nie pomagało takie leczenie dodam że kazałem zrobić zdjęcia bo chciałem zobaczyć i co zobaczyłem to nie wierzyłem, jedna taka duża że piłeczka do ping ponga by weszła druga mniejsza ale do kości naprawdę coś okropnego. Mama nie wiedziała co ma robić a pielęgniarka i lekarka z ośrodka to chyba nie leczyły takiego przypadku. Dużo czasu spędzam przed laptopem i szukałem i pisałem po forach itp i większość odpowiedzi była taka że tylko przeszczep byłem załamany gdyby do tego doszło to raz że długi pobyt w szpitalu a dwa, kazaliby mi leżeć tylko na bokach czego nie na widzę, tak leże tylko w nocy podczas snu. Szukałem jednak nadal i znalazłem chirurga z kliniki Św. Rafała tam gdzie robili mi re operacje po pierwszej zepsutej operacji zaraz po wypadku. Umówiłem jak najszybciej wizytę i pojechaliśmy, modliłem się by nie skierował mnie na operacje. Dotarliśmy w końcu i przyjął nas położyłem się i popatrzył, wyciął kawałek martwego naskórka i kazał żeby mnie ubrać. Przeszliśmy do gabinetu obok i sam pytam czy będzie trzeba robić przeszczep? Odparł : A chcesz? Ja że nie , on na to to nie będzie i się uśmiechnął. Potem wypisał tłumacząc co robić, jak i ile razy dziennie zmieniać opatrunek, i wypisał maść na zamówienie, taką co apteka dostała receptę i czekało się na nie z tydzień. Po paru dniach już było widać efekt ale cały proces leczenia bardzo żmudny, opatrunki 2x dziennie wymieniane, wizyty kontrolne co 2-3 miesiące ale udało się i po jak się nie mylę 10-12 miesiącach odleżyny znikły. Wystarczyło 10 dni śpiączki przy pielęgniarkach które miały gnój zamiast mózgu i wolały czytać gazetki i kawkę pić a nie podejść we dwie lub trzy i przełożyć mnie na inną pozycje leżenia bym ja, a szczególnie Mama Ola się bardzo męczyły i ile kosztowało całe leczenie plastry, waciki, maści naprawdę uważajcie na takie sytuacje. Jakby ktoś potrzebował lekarz który mi pomógł to Łukasz Strzępek jest też Ordynatorem w szpitalu w Bochni na oddziale chirurgi. Jeszcze opisze dwa pobyty ze względu na ciężki przypadek zdrowotny, które nauczyły mnie jak w moim stanie i urazie dawać sobie radę z tym wszystkim ponieważ u mnie organizm ma bardzo małą odporność i np z głupiej infekcji moczu, czy płuc, skokach temperatur mogą mnie doprowadzić do bardzo ciężkiego stanu. Pewnego dnia zaczął mnie strasznie boleć brzuch i ja jak zwykle zgłaszam się do szpitala gdy naprawdę już nie mogę wytrzymać z bólu. Właśnie wtedy nadszedł ten dzień że wytrzymałem d tąd aż mnie na sygnale pogotowie nie wzieło, zajechałem na szpital porobili względne badaniami położyli mnie na oddziale pomulologi w sali czteroosobowej był to piątek to takich dokładnych badań mi nie robili musiałem już czekać do poniedziałku na wizyte, żeby zlecili co zemną poczynić i też w końcu nie mogli dojść co mi jest na wstępie dodam że opieka była też ok i przede wszystkim ludzi na sali miałem super, starsi bo starsi lecz pomagali jak mogli bo zdarzały się szpitale że trafiałem na sale 4 osobową i Moja mama gdy odjeżdżała i prosiła jak kliknę językiem żeby wezwali kogoś, a byli wszyscy chodzący, gdy moja Mama odjeżdżała jak widzieli jak czasami się duszę i jak wygląda odsysanie to zgłaszali do ordynatorki że albo im nową sale proszę znaleźć albo mi . Przeważnie trafiałem na OIOM co jak wiecie to oddział co stany krytyczne na których zgon jeden przynajmniej na trzy dni. Tacy są ludzie, ale wracając do tematu robili mi badania często i nic, aż pewnego razu jedna lekarka robiła obchód i patrzy na mnie i pyta jak się czuję? Mówię że w miarę. Ale natychmiast zleciła badanie krwi ponieważ byłem strasznie blady i wyniki wyszły takie że krwinek czerwonych mam ok a białych 25% normy lub odwrotnie już nie pamiętam i odrazu podali mi chyba 1,5l krwi i osocza lecz dalej to samo tzn poprawa była była lecz nie wielka, znów następna dawka i już nie mieli krwi z mojej grupy i wysłała karetkę do Krakowa 40 km po krew z mojej grupy. Mama jak rano przyjechała z opiekunką to się przeraziły, na początku myślały że to dializy Lale uspokoiłem ją. Jak się okazało to było spowodowane zbyt częstym podawaniem kleksany (lek na rozżedżenie krwi, miałem podawaną raz dziennie) i niestety krew była wydalana ze stolcem, moczem i wydzieliną podczas odsysania, w niewielkich ilościach lecz była i doszło do tak poważnego stanu. Pobyt w szpitalu nie był długi lecz ciężki i naprawdę nie było mi wesoło, chociaż pobyt trwał trzy tygodnie. Ostatnie bardzo ciężkie zdarzenie które miało miejsce dokładnie w kwietniu 2016 r. Sytuacja zaczęła się tak Ola moja opiekunka jak zawsze najpierw mnie ułożyła do snu i potem poszła się myć i na szczęście nie wiem czemu tak się stało ale wróciła się po coś do pokoju zaznaczę że wtedy nie miałem respiratora też wiem to z opowiadania jej i wróciła się patrzy na mnie a ja zielony, podobno podleciała sprawdza puls i nie wyczuwalny, oddech brak i zaczęła mnie reanimować przy okazji wołała moją Mamę, cały czas reanimowała a moja Mama rozczepiała się i darła podobno aż zadzwoniła i przyjechali ale po 10-15 min reanimacji puls wrócił i oddech też słaby podobno bo słaby ale wrócił. Ja obudziłem się po 12 dniach w szpitalu i znów sonda w nosie do karmienia, respirator podłączony i myśl pierwsza w głowie „kurwa znów szpital” (przepraszam za słownictwo) i usunęli mi rury oprócz respiratora, leżałem tam 3 miesiące był to OIOM oddechowy i lekarz ordynator tego oddziału zaproponował nam uczestnictwo w fundacji HELP i zgodziliśmy się ta fundacja oferuje respirator do domu, lekarza od oddechu raz w tygodniu, pielęgniarkę raz w tygodniu oraz rehabilitantkę od oddechu 2 godziny w tygodniu oraz wszystkie rzeczy potrzebne do odsysania, filtry, rurki itp. Musieliśmy czekać 3 miesiące na respirator i też by nam go ponastawiali pode mnie. Na początku miałem tylko na noc go tylko używać dla bezpieczeństwa ale teraz prawie non stop go używam ponieważ ciężko mi oddychać bez i saturacja spada. Znów otarłem się ale albo nie wiem „głupi ma szczęście” albo jeszcze mnie tam u góry nie chcą. Dodam bo zapomniałem że przed operacją próby wyciągnięcia rurki normalnie cały dzień miałem rurkę zatkaną korkiem i normalnie rozmawiałem w miarę głośno a po, czy zamknięta rurka czy nie głośno i wyraźnie nie rozmawiam jak wiecie po nie których filmikach. Miałem przez te 6 lat o wiele więcej różnych ciężkich zdarzeń losowych. Opisałem w dużym skrócie te najbardziej zagrażające życiu, które nauczyły mnie że życie to wielki dar, pierwszy rok po wypadku był najgorszy dla mnie, odejście żony z synem, rodziny, przyjaciół było naprawdę czymś strasznym cały czas myślałem jak odebrać sobie życie. Naprawdę myślałem bardzo dużo nad tym ale nie było jak. Ostatnio rozmawiałem z chłopakiem który raz był u mnie i jest 7 miesięcy po urazie żona go nie zostawiła, dzieciaka ma i rusza rękami wszystko sprawnie i pisze mi że on już nie może, że nie chce już żyć i myśli jak odebrać sobie życie to tłumacze mu że każdy tak ma, najgorszy to pierwszy rok czy półtora, później już z górki owszem zdarzają się dni że niema się siły, płacze się w poduszkę ale nie dając poznać nikomu tego po sobie. Ja na początku nawet TV nie chciałem oglądać z internetu korzystać i najważniejsza rzecz żaden psycholog i psychiatra nie pomoże bo jak może pomóc człowiek który coś tam z książek wyczytał, z książek nie wyczyta co taki człowiek przeżył, a psychiatra tylko naszpikuje Cię lekami po których będziesz spał lub był omotany jak po mocnym zjeździe po amfetaminie czyli zrobi z głowy sieczkę. Myślę że kolejny rok będzie rokiem co przyniesie chociaż trochę trzeźwego uśmiechu na ustach, jakieś pozytywne rzeczy i może kobietę z którą by było 99% lepiej. Pozdrawiam wszystkich którzy są zemną już dłuższy okres czasu, tych też co są krócej ale szczerzy, tych co pomagali finansowo . Oczywiście jeśli ktoś się zemną nie zgadza proszę pisać i dziękuje bardzo tym co przeczytali tego posta do końca. Paweł tetraplegia od 27 Sierpień 2011 r. Cześć!